środa, 24 lutego 2016

Czy wierzymy w zabonony???

Co to takiego ten zabobon? zapytała mnie ostatnio Oldzia.  Musiałam się nieźle nakombinować, żeby dziecku naświetlić czymże jest, ów zabobon, ufff...
Czy wierzymy w przesądy?  No, kto z nas nie trzyma kciuków na szczęście? Kto się obawia 13, zwłaszcza w piątek? Ile to lat nieszczęścia przypada za stłuczone lustro? A kto chwyta guzik kiedy spotka kominiarza? 
Kochani wg badań CBOS przesądnych jest 54% badanych Polaków, co oznacza że pomimo życia w zracjonalizowanym świecie poddajemy się wierze w zjawiska nieracjonalne.
O tym, kto według badań częściej wierzy w zabobony można przeczytać w raporcie CBOS Tutaj
Mnie w domu zakorzeniono, że buty na stole i rozsypana sól wróżą rychłą awanturę i choć w to nie wierzę, to jednak siłą woli staram się nie doprowadzić do tak fatalnych w skutkach zdarzeń. Mój racjonalny znajomy wbił mnie w osłupienie, kiedy opowiadał mi jakie przyjmuje środki ostrożności kiedy przez drogę przebiegnie mu czarny kot. A co robi? Gasi silnik samochodu i czeka tak długo, aż ktoś inny przejedzie pierwszy, albo zmienia trasę:) 
No, ale z łóżka to ja zazwyczaj wstaję lewą nogą, a to dlatego że śpię po lewej i jakoś nie zawsze mam zły humor. 
Czy wierzymy, czy tylko dostosowujemy wiarę do zaistniałej sytuacji ? Generalnie ludziom łatwiej jest przerzucić odpowiedzialność na przysłowiowego pecha niż przyznać się, że coś nie powiodło się z naszej winy. To logiczne, kto lubi obarczać się winą? 
Półtora roku temu, dostałam od męża w prezencie starą szafę. Kocham stare przedmioty, nie mam ich w nadmiarze i mój dom absolutnie nie przypomina muzeum, ale w każdym z pomieszczeń jest coś z duszą:). No, ale do szafy wracając, stoi sobie ona w naszym salonie i jest jego ozdobą. Podczas tegorocznej kolędy nasz nowy ksiądz wyraził dla niej zachwyt i zażartował, że da nam cztery nowe szafy za tą jedną starą. Przy okazji okazało się, że i on uwielbia stare meble. I teraz uwaga  po około tygodniu od tejże wizyty mój mąż usłyszał charakterystyczne dźwięki dobiegające z zza szafy. Po dokładnych oględzinach okazało się, że szafa ma lokatora, albo nawet kilku. Deski od tyłu są poznaczone małymi dziurkami, a chroboczący w niej pan Kornik:( poczynał szkody.
Mariusz z niezwykłą precyzją w każdą dziurkę wstrzykiwał specjalny preparat likwidujący korniki, jednak po paru dniach kornik odżył... Nie pomogło, więc szafę trzeba było wysmarować kornikowym środkiem od stóp do głów. O tym, że podczas przenoszenia szafa straciła nogę, już nawet nie wspomnę:) 
I teraz pytanie, kto ożywił kornika? Czy to możliwe, żeby przespał sobie w mojej szafie półtora roku nie dając oznak życia, czy też byliśmy głusi na jego zaczepki?
Nie, no nie jestem przesądna:):):):):)
Ciekawe jak to jest u was z tymi zabobonami???










Reasumując, chociaż nie jestem zabobonna, to jednak kciuki na szczęście trzymam za Was i za siebie:).
Miłego dnia:)

niedziela, 21 lutego 2016

Dosładzamy niedzielę:)

Rano było ........ mokro, z nieba siąpił deszczyk, nawet Unik nie miał ochoty na spacery. Mimo aury mój mąż zdecydował się wybrać na typową męską wyprawę, tak więc zostałyśmy same. Postanowiłam osłodzić nam niedzielę. Po wczorajszej drożdżówce wykonanej wg przepisu mojej mamy (zajrzyj tu), został niewielki kawałek, pojechałyśmy do miłej kawiarenki:), a tam sami zobaczcie, czym się objadałyśmy:)







A kiedy tak osładzałyśmy naszą  niedzielę, ciemne chmury odsłoniły piękne promienie słońca!!!! Jakże miło wystawić twarz do słoneczka:) zbieramy się zatem na spacer:)
Miłej niedzieli kochani.

czwartek, 18 lutego 2016

Ćwiczymy pamięć i koncentrację uwagi.... (nie tylko u dzieci)

Dziś chciałabym się podzielić moja opinią na temat nowej gry, którą sprawiliśmy naszej Oldzi- wielbicielce kotów:).
Gra nazywa się Koty  jest  prostą w obsłudze, wywołującą emocje grą rodzinną. Możemy grać w 4 wariantach w zależności od wieku uczestników. Zabawa przeznaczona jest dla całych rodzin od 2 do 5 graczy, kategoria wiekowa 4+:).
W zestawie znajdują się:
  •  małe karty w trzech kolorach: różowe z kocim umaszczeniem, fioletowe z kocimi częściami ciała i zielone z zadaniami,
  • 16 płytek przedstawiających 15 kotów (części ciała, lub umaszczenia) oraz mysz, która nieźle miesza w grze,
  • 3 kostki,
  • naklejki na kostki przedstawiające umaszczenie kota,
  • instrukcję.

Co jest fajnego w tej grze?

Gra polega na odnalezieniu poszczególnych części ciała kotów oraz ich umaszczenia. Oparta jest trochę o zasady gier memory. Podczas gry koncentrujemy uwagę i ćwiczymy pamięć oraz spostrzegawczość, co ma ogromny wpływ na proces edukacyjny. 
W czasie wyszukiwania szczegółów i odtwarzania z pamięci układu płytek rozwija się także percepcja wzrokowa u dzieci.
Gry planszowe tego typu są często wykorzystywane przeze mnie podczas zajęć terapii pedagogicznej.
Pamiętajmy, że poprzez zabawę z naszymi dziećmi wspomagamy ich ogólny rozwój, jednocześnie przygotowując je do procesu edukacyjnego i życia.
Nasza Olga ma jeszcze duży problem z przeżywaniem porażki i każda przegrana zazwyczaj kończy się łzami. Jednak ponawiamy próby, tłumaczymy i uczymy zasad gry fair play. Ku mojej radości powiem tylko, że podczas wczorajszej rozgrywki zaczęła skupiać się na przyjemności płynącej z gry, a nie na zdobywanych punktach. Z uśmiechem patrzyłam jak owacjami nagradzała przeciwników kiedy zdobywali punkty. 
Takie proste, a jak uczy:)
Radosny wspólnie spędzony czas pozytywnie wpływa na rozwój emocjonalny dziecka, a także zacieśnia więzi.










Gorąco polecam tą grę nie tylko miłośnikom kotów:)

Miłego dnia.

wtorek, 16 lutego 2016

Baśka- miasteczko, które warto zobaczyć.....

Dziś odrobina zdjęć wakacyjnych z miejsca, które urzekło mnie tak bardzo, że na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę (chociaż byłam już dwukrotnie).  To Baśka - miasteczko leżące w południowo- wschodniej części chorwackiej wyspy Krk. Miasteczko zostało założone w 1100 roku, ma niezwykłą architekturę, znajdziemy w nim wiele ciekawych zabytków, oraz szlaki turystyczne. Baśka ma typowy śródziemnomorski wygląd, najbardziej urzekające domy z  kamienia i wąskie uliczki. Zakochałam się w tym miasteczku! Podczas naszych dwukrotnych pobytów w Chorwacji upajałam się pięknem tego miejsca. Wakacje spędzaliśmy rodzinnie z małą Olgą, więc wiele atrakcji turystycznych musieliśmy ominąć, ale nic straconego, jest bowiem do czego wracać:). 
Mieszkaliśmy w Crikvenicy, która jest także urocza, ale inaczej:), była dobrym punktem wyjścia do planowanych przez nas wycieczek. W Crikvenicy korzystaliśmy z plaż żwirowych i kamiennych,  więc kiedy na Baśce mogłam pochodzić po plaży piaszczysto -żwirowej .... poczułam się niemal jak w domu:). Trzeba jednak zakładać buty do wody, ponieważ można spotkać w niej jeżowce, poza tym mnie osobiście bolały stopy, kiedy chodziłam po kamykach.
 Na Baśce, jak i w Crikvenicy podają bardzo dobre i duże lody, jedna gałka ich lodów odpowiada naszym dwóm! Ku radości naszych dzieci :)
Na uwagę zasługują także rewelacyjne owoce morza, którymi zajadaliśmy się podczas naszych chorwackich wycieczek:).
Cudowny klimat, przemili ludzie, niesamowite doznania kulinarne....... moje wspomnienia, które w  tym roku muszą mi wystarczyć....
 Zdjęcia  są sprzed 2 i 3 lat, oglądając je widzę jak bardzo wyrosły nasze dzieci (o nas nie wspomnę):).
Jeśli kiedyś będziecie w Chorwacji niedaleko zatoki Kvarner, koniecznie pojedźcie na Baśkę:)
 
 
 



 
Te wąskie uliczki.........
 





 
 
Dla spragnionych...
 


 
i zmęczonych.....
 





 
 


 

 
 
Orzeźwiająca woda...
 




 
....i lody:)
 
 
 
A w wodzie....
 
 
Spotkaliśmy też ekipę filmową podczas kręcenia reklamy jednego z rodzimych produktów...
 
 
 
 
Miłego dnia:)