niedziela, 22 listopada 2015

Pierwszy śnieg Przedszkodamisa.....

Cudny, a właściwie przecudny poranek. Spadł pierwszy śnieg, Olga leniwie przeciągała się na kanapie, a my popijaliśmy aromatyczną poranną kawkę, kiedy pierwsze płatki śniegu, zaczęły padać z nieba, stopniowo coraz większe i większe. Malutek nie wytrzymał, poinformowała  o cudownym zjawisku starszą siostrę, która odsypiała po piątkowym filmowym maratonie Igrzysk śmierci, po czym wybrała się szybko na.......  łapanie językiem spadających płatków śniegu:)
Przedszkodamis owym zjawiskiem wydawał się być przestraszony, chowając się pod krzakami, w kurniku i innych śmiesznych miejscach.
Zmarznięte nosy, mokre kurtki, czerwone od przemoczonych rękawic dłonie ogrzewaliśmy popijając ciepłą herbatkę i zajadając cieplutkie pancakes z miodem z naszej pasieki i domowym mrożonym musem poziomkowym........ Cudnie, błogo, energetyzująco! Uwielbiam życie, między innymi za takie właśnie chwile. Chwile pełne miłości do wszystkiego wokół:)







Uniczek śnieg zna i docenia wspólne na nim zabawy. Przedszkodamis ze zdziwieniem obserwował co się dzieje.....

Wystawiony na śnieg czym prędzej wziął nogi za pas......



Znalazł bezpieczną kryjówkę i obserwował....



I coś pysznego na śniadanie:) Pancakes  z poziomkami........


Samych pozytywnych chwil Wam życzę:)

piątek, 20 listopada 2015

Kocie sprawy...

 Kiedy Olga była malutka mój mąż przywiózł jej z podróży małego pluszowego kota, odtąd zapałała do kotów miłością ogromną. Nie ma znaczenia, czy kot jest prawdziwy, pluszowy, czy widnieje jako nadruk na ubranku, jest zakładką do ulubionej książki, czy gumką do włosów. Koty otaczają Olgę zewsząd. Najlepiej jeszcze kiedy są niebieskie, lub mają jakiś akcent w tymże kolorze:)
Dziś zapragnęłam sprawić Malutkowi niespodziankę i wykorzystując stare lniane spodnie i nieużywaną już koszulę męża uszyłam jej nowego.....kota:)





Po pierwszych czułych przymiarkach, doszłyśmy do wniosku, że kociakowi potrzeba uśmiechu:)







Planowałam jeszcze przyczepić mu jakąś łątkę na uchu, ale Olga zaakceptowała go takim, jakim go stworzyłam. Jej radość, to dla mnie największa nagroda:)
Miłego weekendu:)

środa, 18 listopada 2015

Kartki świateczne...

Odkąd sięgam pamięcią w moim domu rodzinnym to ja jestem odpowiedzialna za wypisywanie życzeń na kartkach świątecznych. Różnie to bywało, czasem nawet zapominałam, więc moja mama skrupulatnie tego pilnuje (nadal) i ową czynność wykonuję w jej asyście:). W tym roku chciałam szczególnie uczcić ten czas i zdecydowałam się na samodzielne wykonanie kartek. Samodzielne, ale nie samotne:), bo w przemiłym towarzystwie małych, średnich i dużych babek. Pomysłów nie brakowało, kartek troszkę powstało, a i apetyt na więcej też się narodził. 
















Takie wspólne "tworzenie" daje dużo satysfakcji, radości, niekiedy sporów rodzinnych, a jednocześnie uczy wytrwałości, współpracy, rozwija kreatywność itd itd:).
Ogólnie rzecz biorąc, było bardzo fajnie. Nie wiem tylko, czy Kasi udało się już zebrać cały brokat................  
Miłego dnia:)

  

czwartek, 12 listopada 2015

Smaki jesieni...........

Jesień już troszkę mniej urokliwa, po ostatnich porywach wiatru na drzewach znacznie ubyło pięknych kolorowych liści , zrobiło się tak .....szarawo. Mimo tego, że pada deszcz,  szybko robi się ciemno, a rano ułożona fryzura po zetknięciu z aurą zdecydowanie traci, to lubię tą porę roku. Za co? Za to, że zwalniam obroty, że czerpię przyjemność ze wspólnych rodzinnych wieczorów, że nie mam wyrzutów sumienia, że w tej chwili nie grzebię w ziemi (chociaż lubię, a ogród i tak mam zarośnięty), za to że wdycham pełną piersią zapach pieczonych jabłek, grzanego wina i..... mokrego psa:). Tak, lubię jesień! To nic, że pelargonie trzeba było już wyciągnąć z korytek, ich miejsce zajmują inne kwiatki:) Jakże urokliwe.........




Dziś wypróbowałam nowy przepis na chleb z dynią, jest naprawdę pyszny, więc zgodnie z moim postanowieniem godzien zaprezentowania go na blogu:) Przepis dostałam od koleżanki, która dostała go od koleżanki, która z kolei dostała go od .....koleżanki:)

Składniki:

500 g mąki,
1 łyżeczka soli,
5 g drożdży suszonych,
220 g puree z dyni,
1 łyżka oliwy,
1 szklanka kefiru,
50 g pestek z dyni,

Wykonanie: 

Mąkę mieszamy z solą oraz drożdżami. Puree z dyni powinno być gęste, łączymy je z ogrzanym do temperatury pokojowej kefirem i oliwą. Wyrabiamy ciasto, dodajemy do niego pestki z dyni i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinkę żeby wyrosło. Po upływie wskazanego czasu ciasto ponownie wyrabiamy, przekładamy do formy i odstawiamy na pół godzinki do wyrośnięcia. Pieczemy 40 minut w temperaturze 200 stopni C. Po upieczemy chlebek należy wyciągnąć z formy i ostudzić.  
Pycha:)






Miłego wieczoru:)

wtorek, 3 listopada 2015

Makóweczki w roli głównej

Po dzisiejszych przemiłych rozmowach wróciłam taka pozytywnie nastrojona, oświeciło mnie i już wiedziałam, co poczynić z zebranych latem główek naszych maków ozdobnych.
Postanowiłam zrobić sobie taki sympatyczny wianek. 
I oto on właśnie:)


A powstał chybcikiem, tak między lekcją baletu młodszej latorośli, a kolacją. 
Podstawą wianka jest podwójnie sklejony szablon z tektury, który dodatkowo związałam sznurkiem.



Każdą makóweczkę przymocowałam za pomocą kleju na gorąco.




Przeszukałam mężowe szpargały i znalazłam resztki białego lakieru, którym pomalowałam mój makowy wianeczek. Lakieru było troszkę za mało, niektóre miejsca nie zostały bowiem dokładnie pokryte, ale plany ku temu żeby to poprawić są:)




To dzisiejsze DIY dedykuję moim kochanym PP:*
Miłego wieczoru:)




poniedziałek, 2 listopada 2015

Kredkowy organizer

Nie potrafię odpoczywać nic nie robiąc, nawet wtedy kiedy jestem chora. Czy to wada, czy zaleta? O odpowiedź trudno, wszystko zależy od punktu widzenia. W moim przypadku to "wina" genów zapewne, moja mama w wieku 82 lat, mimo chorób, wciąż jest w ruchu, zawsze ma jakieś zajęcie. 
Ostatnio miałam czasu nieco więcej niż zwykle, więc i pomysłów na "nie nudzenie" było sporo. Od dawna planowałam wykonać mały organizer na różne pisadła. Wygrzebałam w śmieciach (dosłownie) puszki i poddałam je metamorfozie:)



Najwięcej czasu zajęło malowanie puszek- nałożyłam bowiem 3 warstwy. 



Za pomocą kleju na gorąco przykleiłam taśmy, które nie tylko zdobią, ale chronią małe rączki przed ewentualnym zacięciem.


Całość skleiłam razem i opisałam.








Olga z chęcią przenosi swój organizer tam gdzie akurat ma ochotę uczyć się pisać i malować.
Czas pozwolił mi także na poodwiedzanie ciekawych blogów, gdzie aż roi się od fantastycznych pomysłów. Tylko kiedy znaleźć czas???????????
Do usłyszenia:) Pozdrawiam