środa, 29 lipca 2015

Gapcio i tarta z kurkami...

Miałam z moim tatą takie tylko nasze zwyczaje, na dobranoc mówiliśmy sobie u-fiu, biegaliśmy w deszczu i pisaliśmy do siebie wiadomości na maszynie do pisania:), a w pobliskim lesie mieszkał Gapcio:). Kiedy byłam mała, tata wymyślił postać Gapcia mieszkającego w lesie stworka. Ów stworek przez długie lata dzieciństwa był moim wyimaginowanym przyjacielem, pozdrawiał mnie, pytał o mnie i zawsze przesyłał mi, przez mojego tatę poziomki naciągnięte na źdźbło trawy. Był przyjacielem, którego nigdy nie spotkałam, choć nie raz na spacerze w lesie chował się za drzewami:), był przyjacielem nawet wtedy kiedy zrozumiałam, że jest fikcją... Kiedy moja cierpliwość małego grzybiarza się kończyła, to właśnie on rękoma mojego taty, podkładał mi zebrane już grzyby, utykając je sprytnie w runie leśnym. Dziś opowiadam o Gapciu swoim dzieciom, kiedy razem chodzimy na grzyby.
Wstyd się przyznać, ale w tym roku tylko raz byłam na grzybobraniu, a właściwie na poziomkobraniu, grzyby trafiły mi się przypadkiem:) 
Mam jednak szczęście, bo obdarowano mnie całkiem sporą ilością kurek, które są jednymi z  najbardziej ulubionych  przez nas grzybów. Przejrzałam masę kulinarnych blogów, pomiksowałam przepisy i zrobiłam nam na obiadek bardzo dobrą tartę z kurkami.

Tarta z kurkami

 Składniki:

przepis na ciasto zaczerpnęłam z kuchnia lidla

210 g maki pszennej
1 jajko
100 g masła
szczypta soli

 Farsz:

około 300 g kurek,
1 cebula,
3 gałązki tymianku,
jogurt naturalny,
ser mozzarella,
4 jajka
sól, pieprz

Składniki na ciasto należy połączyć i na pół godziny włożyć do lodówki. Następnie wykładamy ciasto na formę do tarty, nakłuwamy widelcem i podpiekamy w temperaturze 200 stopni C przez około 15. W tym czasie przygotowałam farsz wg przepisu z bloga kwestia smaku lekko go modyfikując. Cebulkę siekamy drobno i podduszamy na oleju, dodajemy pokrojone kurki i dusimy do momentu, aż na patelni nie będzie "sosu z kurek", odstawiamy do ostudzenia. Jajka należy roztrzepać z jogurtem, doprawić solą i pieprzem, dodać posiekany tymianek. Na przypieczone ciasto wyłożyć kurki, zalać masą jajeczną. Zapiekać w temperaturze około 200 stopni C, do czasu aż masa jajeczna się zetnie, pod koniec posypać tartą mozzarellą.




wtorek, 28 lipca 2015

Wiśnie w rumie

Wisienki już wołają żeby je zrywać, a ja motywuję się do pracy, aby wygrać w tym roku wyścig ze szpakami:) Dziś oberwałam wiśnie tylko z małych drzewek, nie było ich dużo więc postanowiłam rozpocząć wiśniowe przetwory od przygotowania wiśni w rumie. 
Na długie zimowe wieczory..........

Wiśnie w rumie



Składniki:

700 g wydrylowanych wiśni,
500 g cukru, ( w pierwotnym przepisie, z którego korzystam jest tyle samo cukru co wiśni)
1/2 litra rumu

Wykonanie:

Wydrylowane wiśnie należy ułożyć w czystym wyparzonym słoju,  zasypać cukrem i zalać rumem. Odstawić na 3 tygodnie, codziennie wstrząsając słojem. Po upływie wskazanego czasu odlać powstałą nalewkę do butelek. Wiśnie można przełożyć do słoiczków, zalać ponownie alkoholem, lub powstałą nalewką tak, żeby pozostały przykryte i używać jako doskonałego dodatku do deserów.






poniedziałek, 27 lipca 2015

Ciasto bananowe

Ubóstwiam je za smak, za łatwość wykonania i za to, że znika tak szybko jak powstaje- ciasto bananowe.
Nie wiem nawet skąd posiadam przepis- z całą pewnością, z któregoś z kulinarnych blogów, ale ..... nie mam pojęcia z którego:( 
Ciasto jest delikatne w smaku, bardzo wilgotne, można z powodzeniem zajadać się nim przez 2-3 dni, jeśli tylko uda się je przechować przed smakoszami:). Cenie sobie proste i szybkie przepisy, bo w zabieganym życiu pracującej żony i  matki, nie raz uratowały honor pani domu:) Kiedy tylko  mam w zasięgu ręki 2-3 sztuki dojrzałych bananów, wykorzystuję je do tego pychotnego deseru:)


Babka bananowa



Składniki:
2 duże lub 3 średnie dojrzałe banany,
2 szklanki mąki,
1,5 szklanki cukru,
2 jajka,
1/2 szklanki oleju,
1/2 szklanki jogurtu naturalnego,
1 łyżeczka sody,
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
odrobina soli,


Wykonanie:

Jajka połączyć z olejem,  jogurtem naturalnym i bananami. Powstałą masę dodać do mieszanki mąki z proszkiem, sodą, solą i cukrem. Całość dokładnie wymieszać, przelać do blaszki i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni C przez około godzinkę:) Po ostygnięciu posypać cukrem pudrem i zajadać:)





















O rany, jak ja rozpieszczam tą moją rodzinę, rozpuszczę ich i będą kłopoty jak skończy mi się urlop:)!

niedziela, 26 lipca 2015

Nie tylko pupile.....

Nie wyobrażam sobie własnego domu bez zwierząt. W moim rodzinnym domu zawsze był jakiś pupil, a w zasadzie pupilki:), mój mąż z kolei hodował papugi. Papugi rozmnażały się na potęgę, tak że musiano im oddać we władanie jedno z pomieszczeń:) Nie ma dla nas znaczenia czy psiak czy kot, którego kochamy  jest czystej rasy czy "patchworkowy". Mam takiego psiego przyjaciela Unisia, który podążą za mną, krok w krok, nie raz się zdarzyło, że zamknęłam go w pralni, lub spiżarni nie wiedząc o jego obecności. Jak jest bardzo stęskniony potrafi pielić ze mną ogródek, tzn ja pielę, a on się układa na chwastach i domaga pieszczot:). Cieszy mnie kiedy zwierzęta czekają na nasz powrót do domu. Kiedyś poszliśmy do znajomych, zasiedzieliśmy się u nich trochę tak, że jak wracaliśmy był już ciemny wieczór. Przechodząc przez ulicę dojrzeliśmy w trawie dwie pary świecących oczu, okazało się, że to oczy naszych kotów, które postanowiły poczekać na nas przy drodze, przez kilka godzin.... 
Zwierzęta są wierne i kochają bezgranicznie. To nie tylko pupile to przyjaciele!
Nasze dzieci uczymy miłości i szacunku dla zwierzaków. Iga pilnuje żeby ich  miski były pełne, Olga karmi kury i zbiera jajka:) Chciałabym, żeby były wrażliwe na piękno natury, dlatego stwarzamy im możliwość ciągłego z nią kontaktu.





W pasiece dziadka



Kiedy Iga miała dwa latka  znajomy zapytał ją "ile masz lat dziewczynko?", na co ona z miną świadczącą o wielkiej powadze chwili odpowiedziała, że..... siedemdziesiąt dwa! Wtedy nie wiedzieliśmy, że jej wielką miłością okażą się konie. Wiem, że marzy o własnym wierzchowcu, a najlepiej o całym stadzie:). Na tą chwilę jednak stawiamy na doskonalenie zdobytych umiejętności i trzymamy kciuki za naszą córeczkę. 


piątek, 24 lipca 2015

Poncz cytrynowo- miętowy

Gromadzę zapasy:) także te dla dorosłych...W tym roku na półce w spiżarni stanęły nalewki z mięty, poziomek, czereśni, pędów sosny i orzechów włoskich. Dziś nadszedł dzień, kiedy należy zlać do butelek nalewkę poziomkową i czereśniową, ciekawa jestem ich smaku, ponieważ  robiłam je w tym roku po raz pierwszy.



W naszym domu  to ja zajmuję się przygotowaniem nalewek, mój mąż natomiast może się pochwalić rewelacyjnym ponczem cytrynowo- miętowym. Poncz gości u nas tylko w sezonie letnim, kiedy w ogródku ziołowym jest pod dostatkiem eko- mięty:)

Poncz cytrynowo- miętowy

Składniki:

Sok z 6 cytryn,
2 duże garście liści świeżej mięty,
suszona mięta, potrzebna do zaparzenia herbaty
1 litr czystej wódki,
ok 1 szklanki miodu,
kostki lodu

Wykonanie:

Suszoną miętę zalewamy wrzątkiem, odstawiamy pod przykryciem i pozwalamy żeby napar ostygł. W dużym naczyniu ( u nas to 3 litrowy słój) łączymy napar z mięty, powinno być go około 1 litra, sok z cytryny, wódkę, dodajemy miód i liście świeżej mięty. Całość mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się miodu, dopełniamy kostkami lodu i serwujemy:)







Polecam:)


czwartek, 23 lipca 2015

Tarta truskawkowo jagodowa

Skończył się cały mój zapas jagód, co prawda był niewielki ale jednak zniknął ........w naszych brzuszkach:)
Na życzenie Igi pokleiłyśmy pierogi według przepisu  z bloga jadłonomia, ale były tak pyszne, że nie zdążyłam nawet pstryknąć fotki:)  Zrobiłyśmy do nich sos waniliowo - miętowy, który uzupełnił słodko-kwaśny smak jagód.
Ostatnie kuleczki dorzuciłyśmy do przepysznej tarty truskawkowo - jagodowej. Tartę robię zawsze według przepisu umieszczonego na blogu mojegotowanie, z 2 małymi wyjątkami, zamiast margaryny w cieście używam masła, a zamiast śmietany jogurtu naturalnego. 
Ta tarta zawsze wychodzi rewelacyjna!!! Polecam









środa, 22 lipca 2015

Hortiterapia

Kiedy byłam dzieckiem nienawidziłam wszelkich prac ogrodowych, pielenie mnie odstraszało, a na myśl o obrywaniu owoców z krzaków czarnej porzeczki dostawałam gorączki. Uwielbiałam za to zajadać pyszności z maminego ogródka, nie zapomnę smaku czerwonej porzeczki utartej z cukrem- w tamtych skromnych dla nas czasach, ten deser zastępował nam psujące zęby cukierki. Wtedy wolałabym kostkę czekolady, teraz nie porównywałabym........
Moja potrzeba posiadania ogrodu rosła stopniowo, początkowo chciałam mieć tylko trawę i małą szklarnię z własnymi pomidorkami, potem z wielkim ciążowym brzuchem, niemalże obsesyjnie przesadzałam krzaki piwonii i hortensji:) Dużo jeszcze pracy przede mną, ale to dobrze, bo praca w ogrodzie jest dla mnie terapią:). Pielenie, planowanie, przesadzanie pomaga mi odreagować po  pracy. Mój ogród jest  wiejskim ogrodem, gdzie rosną malwy, nawłoć, a trawniki na wiosnę robią się żółte od wszędobylskich mleczy. Staram się sadzić też takie rośliny, które przyciągają owady tj. pszczoły z naszej pasieki. Ubóstwiam patrzeć jak pracują na lawendowej rabacie....



Czasem w lawendzie zamiast pracujących pszczół można dojrzeć polującego Przedszkodamisa:)


Od dziecka mieszkam na wsi, wychowywałam się w maleńkiej wiosce położonej między dwoma lasami, do najbliższego autobusu trzeba było iść około 3 km, częściowo przez las. Nie zapomnę nigdy jak w czasie jesiennych czy wiosennych roztopów droga była nie tylko nieprzejezdna, ale i nie do przejścia:,) a my musieliśmy nosić ze sobą buty na przebranie, bo te w których grzęzło się po kostki w błocie nie nadawały się na wyjazd do miasta:) Niezły musiałby to być obrazek! Kiedyś miałam krótką okazję mieszkać w mieście- czułam się tam tak zagubiona, że wysiadałam 3 przystanki tramwajowe wcześniej i szłam, tak mi zbyteczne były luksusy:)
Rankiem, kiedy pod oknami rozbrzmiewały silniki aut, liczyłam dni do powrotu do domu, bo tam budził mnie śpiew ptaków, a usypiał rechot żab.......











Dla Igi

Spełnienia marzeń kochanie:*




niedziela, 19 lipca 2015

Jagoda na jagodach:)

Nie miałam pojęcia, że tak blisko mnie są takie cudowne jagodowe lasy! Dziękuję, za pokazanie mi tych miejsc Tatianie. W tym roku to już końcówka jagodowego sezonu, zebrałam jeszcze około 3 litrów, co dało mnie i moim bliskim dużo radości. 


Jagody w całości zostały zagospodarowane, część lądowała w brzuszkach, część zamroziłam w małe torebeczki, a  z reszty powstała drożdżówka babci Jasi:). Babcia Jasia jest babcią dla moich dzieci, dla mnie to najwspanialsza na świecie mamusia:*
Ciasto drożdżowe mojej mamci wychodzi zawsze, a co najważniejsze wcale nie trzeba go wygniatać(!), jest puszyste i rozpływa się w ustach- czysta poezja smaku:)
Tym razem miałam do pracy cztery ręce- 2 moje i 2 Oldzi (ona uwielbia gotowanie), a także cztery łapy kota Przedszkodamisa.  Kociak cały czas kręcił się pod nogami dopingując nas,  dzięki czemu nie popełniłyśmy błędu przy produkcji i  uszczęśliwiłyśmy resztę rodzinki.

Drożdżówka babci Jasi

Składniki na ciasto:

1 kg mąki,
kostka drożdży,
4 jajka ( 2 całe+ 2 żółtka),
1 szklanka cukru,
1 szklanka kwaśnej śmietany, lub jogurtu naturalnego,
3 łyżki oleju,
1,5 szklanki mleka

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku,
Do miski wsypujemy mąkę, cukier, śmietanę, jajka, olej i rozpuszczone drożdże, wszystko mieszamy łyżką niezbyt długo i odstawiamy do wyrośnięcia ( ja zostawiłam na około 1 godzinę)







Kruszonka

 W zależności od tego jaką ilość kruszonki potrzebujemy korzystamy z prostych proporcji:)

2 część mąki,
1 część cukru
1 część masła

Składniki mieszamy ze sobą do momentu, aż powstaną grudki.



Wyrośnięte ciasto drożdżowe wykładamy na blaszkę do pieczenia, posypujemy owocami i kruszonką:)
Pieczemy około 50 minut.


 Nastąpił równy podział:)







I zajadamy :)





Smacznego:)