Pan Mróz namalował obrazy na szybach starego domu. W sobotni poranek przy filiżance ciepłej herbaty wspominałam z moją mamą historie z dzieciństwa. Do wsi, w której mieszkałam nie dojeżdżały autobusy, a ponieważ szkoła oddalona była o kilka kilometrów, dowożeni byliśmy ciągnikiem z doczepioną przyczepą, którą nazywaliśmy "budą". "Buda" nie miała ogrzewania, łatwo sobie zatem wyobrazić, że zimą szyby były zamarznięte do tego stopnia, że niczego na zewnątrz nie widzieliśmy. Chuchaliśmy zatem na nie, rozmrażając chociaż kawałek, kawałeczek przez który wyglądaliśmy na świat. Niektórym jednak samo chuchanie na szyby nie wystarczało, przytykali do nich język. Bawiło nas to niezmiernie. Gorzej jednak, kiedy mróz był duży, a zawodnik zbyt odważny, wtedy jęzorek trudno było oderwać:):)
Kiedy moja edukacja w szkole podstawowej dobiegała końca zabrali nam budę i uraczyli nas autobusem, w którym było....ciepło:)
Kochani chociaż dziś za oknami mroźno, ja gorąco życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku:)
Miłego wieczoru:)





